Jak to jest, gdy pada główna serwerownia kraju? Uczmy się na tym co się dzieje w Rosji po wyłączeniu Yandexa. Zasadą znaku Wodnika jest owszem sieć łącząca, siatka żył i naczyń krwionośnych w ciele (stąd nagle zakrzepice się pojawiają i nie ważne czym wywołane, bo środki wywołujące również podlegają wpływom niebieskim), ale i rozproszenie na drobne lokalne podmioty. Globalizacja w rozumieniu jednego miejsca, jednego adresu, jednego rządu, jednego systemu, jednej technologii i jednego transportu po prostu nie zadziała, a to co udało się zbudować dawniej, w czasie trwania 200-letniej troistości Ziemi (XIX-XX wiek), musi przenieść się gwałtem w powietrze, w przestrzeń, na fale takie i owakie, (i także te telepatyczne).
Śniłam dawno ważne serwery ukryte w podziemiach gdzieś w miejscach ustronnych, bezludnych, skalistych, niedostępnych, ale i tam zagrożonych np. przebiegunowaniem (a chwiać się oś zacznie, jako rzekł Nostradamus, przywołując autorytety starożytnych uczonych badających zjawisko precesji Ziemi)... ale oczywiście co ja – myszka mogę stwierdzić teraz... zawsze patrzę kilkadziesiąt lat do przodu, a każdy pilny słuchacz jasnowidzów i wróżbitów chce, żeby mu powiedzieć najwyżej, co będzie jutro, albo za rok, dalej po prostu wyobraźnia nie sięga, albo serce drży.
Od 2020 roku wielkie koniunkcje Jowisza z Saturnem zmieniły troistość (żywioł) z ziemskiej na Powietrze. Blisko 8 wieków temu (bo co tyle powtarza się ten cykl) ruszyła inwazja hord mongolskich na Europę od Wschodu (przez Rosję, Polskę do Węgier), i wkrótce (wiek później) zaczęła się Czarna Śmierć, czyli dżuma, zawleczona ponoć skądś znad Wołgi statkami ze Wschodu przybijającymi do wybrzeży południowej Europy. Choroba przypisana Saturnowi, władcy Wodnika, któremu podlega kolor czarny, zimne humory i czarna żółć w organizmie według medycyny Galenowskiej. Zdziesiątkowała kraje Zachodu, zostawiając puste miasta i wsie.
Powietrze niesie powszechne zarazy i mór, zwłaszcza w znaku Wodnika, od którego teraz zaczął się cykl, bowiem Wodnik podlega Saturnowi, bogu z sierpem. Saturn zaś patronuje także wielkim imperiom wschodnim (Persji, Rosji, Ukrainie, dawniej zaś Tartarii). Nie na darmo choroby zakaźne nazywano „wiatrami". Przed powietrzem nie da się zamknąć, przestać oddychać. Można budować kordony, kwarantanny, ale zawsze to tylko zabezpieczenia przynoszące losową ochronę części ludności, ot, na tyle aby nie wymarła. Kto przetrwa, a kto umrze jednak to domena przypadku lub woli losu, jak kto woli. Dlatego zawsze warto trzymać swą duszę w pogotowiu i mantrować w spokoju serca: Memento mori.
Swoją drogą dawne pogańskie przekonania uważały sferę żywiołu powietrza (atmosferę) za astralny świat zamieszkany przez demony. Których nazwę z greckiego podawano jako dajmony, czy dajmoniony, duchy opętujące, acz niekoniecznie złe, choć mogące przestraszyć swoją mocą. Pisał o tym Warron, a streścił jego poglądy św. Augustyn w „Państwie Bożym”. Demony owe, podobnie jak w hinduizmie, rozumiano jako subtelne istoty inne od bogów, przeciwne bogom, walczące z nimi, ale niekoniecznie złe w dzisiejszym naszym rozumieniu chrześcijańskim. Bogowie zamieszkują żywioł Ognia (i Eteru), do którego Powietrze stanowi drogę i nie da się do nich trafić z niższego padołu, nie przechodząc przez świat demoniczny.
Pewien dewa, który odwiedził mnie przed prawie trzydziestu laty w nocy w postaci świetlistej kulki, która zawisła nad moim łóżkiem, wyjaśnił mi (starodawną mową, jakiej nie powstydziłby się zielony Yoda), że sury i asury różniły się na początku tylko polaryzacją (zapewne aby wspólnie na raz-dwa móc ubić śmietankę z oceanu, o czym prawią Mahabharata i Purana Bhagawata) i dzieli je granica, rodzaj tarczy takiej, jaką materia oddzielona jest od antymaterii. Księgi hinduizmu opowiadają o wielkich wspaniałych miastach w kosmosie zamieszkanych i budowanych przez asury (w tłumaczeniu A. Babkiewicza: anty-bogów). Mój dewa pozwolił mi zerknąć przez ową niewidzialną granicę, nie będąc widzianą od swojej strony. Akurat wśród demonów wszczynał się zbiorowy rejwach, a przewodził nim jeden wysoki, którego nazywano Antychrystem.
Wziąwszy to wszystko pod uwagę już renesansowi astrologowie przepowiadali na czas, który właśnie się dla nas zaczął, pojawienie się Antychrysta, „księcia piekielnego”. Nasi zaś polscy astrologowie przedwojenni rozpuścili – rozważywszy ów powrót czasu troistości Powietrza na dalsze 200-240 lat, przez analogię do minionych czasów – plotkę o inwazji żółtej rasy na Europę, i stąd nasi pisarze (taki Witkiewicz, Niezabitowski, Abramowicz czy Umiastowski) siali opowieści fantastyczne o Japończykach ruszających przez Chiny i Mongolię na Polskę i dalej, jak i o żółtej rasie zwyciężającej w ostatecznej bitwie prowadzonej przez „Dziadka-Piłsudskiego”, która to myśl wzięła i na śmierć przestraszyła takiego Witkacego.
Może coś jednak tu dodać należy. Nic nie powtarza się tak samo, to byłoby za proste. Żywioł Powietrza, sfera demonów, pośredniczących między Ziemią, Wodą i Ogniem (który jest wyżej nad atmosferą i właściwie chodzi o Eter ogniskujący się w Ogniste ciała niebieskie i gwiazdy) jest oprócz wiatru, tlenu i innych gazów, promieniowań i dymów także ojczyzną ptaków, pojazdów latających, komet i... informacji.
Teraz porozumiewamy się na odległość i oto Powietrze atakuje nie tylko zarazą. Groźniejsza nawet od niej staje się nowa dżuma, informatyczna, sterująca ludzkimi hormonami, sercami i umysłami, co widzimy po masowych ruchach agresji i paniki wśród manipulacyjnie nakręconych przedstawicieli różnych cech i w różnym wieku. Nakręcamy się sami... w tym nowym niewidzialnym żywiole na niewidzialnych falach, które nami rzucają jak piłeczkami w nieznanej grze. A ofiarami są dzieci, młodzież, rzucone na fale demonicznego żywiołu przy całkowitej ignorancji dorosłych, którzy wciąż świetnie się bawią, bo zostali jeszcze inaczej ukształtowani w poprzednich czasach. Ta dżuma wygubi więcej ludzi niż się spodziewacie, a kto sprytny, to dzierży ster manipulacji cieniem siedząc w swojej norce. Któż to? Mistrz nazwał ich: „ruffiens loups” („drapieżne rozpustne wilki” lub „jebaki wilki”), a odczytane według zasady starego druku f za s, to „russiens loups”, ruskie wilki.
Przy
okazji zacytuję dwa jego czterowiersze, opowiadające o tym, co stoi
teraz przed Europą, jako jeszcze niezrealizowane, jednak w sferze
Eteru i Oka Boga, Obserwatora czy Brahmana (jak zwał tak zwał)
wszystko już jest dokonane i istnieje może w postaci kryształka
pamięci, kamyka, szkiełka, lub błysku boskiej wyobraźni. Całe Stworzenie w czasie od początku do końca, jak film nagrany i zwinięty w szpulę.
Pierwszy
kwadryn opisuje wielkie zamieszanie zrodzone po lewej stronie (dziewka to
Nierządnica babilońska, pamiętamy, a solą ziemi są wierzący w
Boga).
10.98
Chwała
świetlana dziewce wesołej
Nie
zabłyśnie już, długi czas będzie bez soli,
Z
kupcami, ruskimi wilkami wstrętnej
Wszystkich
łupi miesza straszydło ogólnoświatowe.
Następny czterowiersz opisuje to co trzeba zrobić i na co podzieli się znany nam jeszcze świat, aby mógł dotrwać do końca Wielkiego Cyklu (przypomnę, ciągnącego się do zmiany na kolejną troistość, wodną, w 2240 roku).
10.99
Na
koniec wilk, Lew, wół i osioł,
Wstydliwej
Pani staną się kundlami,
Więcej
nie spadnie u nich słodka manna,
Więcej
czujności i kustodii u stróżujących psów.
Wstydliwa Pani jest bliźniaczką Nierządnicy, aczkolwiek tą świętą i czczoną od wieków jaka Nasza Pani.
I słowa Mistrza na koniec jednego z almanachów.
„Racz mi dać łaskę, Panie, bym wobec tych, którzy próbowali mnie niesłusznie szykanować, mógł zostać poczytany za ich przyjaciela i sługę. Z kolei ci, dla których jasne są nauki matematyczne i którzy badając w swych tablicach obrotów czerpią z moich starożytnych wyliczeń, dostrzegą niezwykły układ planet. Przepowiada on bowiem wiatr, jakiego świat dotąd nie widział – z wyjątkiem dni ostatecznych, kiedy to nadejdzie on w identycznej postaci. Boże, niechaj stanie się tak na pożytek wszystkich! Amen.”
I jeszcze dodatek z rozmowy z astrologiem:
M. Cz.: Ten cykl dotyczy potężnej zmiany AI, która została ugruntowana na narzędziach, które tworzyły się od pierwszej koniunkcji Jowisz-Saturn w powietrznej Wadze, bodajże przełom 1980/1981.
Ja: Tak, wiemy, to niuanse zrozumiałe dla astrologów, dla zwykłych ludzi niech starczy spektakularne wejście z pandemią w 2019 roku. Waga drgnie w 2040 roku, i podzieli świat. Ziarno na prawo, kąkol na spalenie, owce na lewo, barany na prawo, czy tak jakoś. Jednak warto podkreślić, że to nie AI stworzyła ten cykl, ale na odwrót. I że potężne narzędzia, które w tamtym roku powstały, to nie tylko SI, lecz i coś, co obudziło się w Polsce (wiem, są tacy, że jak sterowane to się nie obudziło, ale się obudziło, pamiętam, i nikt mi tej pamięci nie zabierze)...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz